Prof. Klemens Zmuda Trzebiatow-ski (1913-1984)

 

Zdzisław Zmuda-Trzebiatowski

Prof. Klemens Zmuda Trzebiatow-ski (1913-1984)

    Prof. Klemens Zmuda Trzebia-towski urodził się 15 stycznia 1913 roku w Łąkiem Szlacheckim, na ziemi chojnickiej (Gochach) w rolniczej rodzinie drobnoszlacheckiej. Ojciec Marcin. Matka Cecylia z domu również Zmuda Trzebia-towska. Rodzina wielodzietna, Klemens był jednym z jedenaściorga rodzeństwa. Wybudowanie, które zamieszkiwali zwano Dampelkiem.
    Skończył szkołę podstawową w Brzeźnie Szlecheckim, następnie seminarium nauczycielskie w Kościerzynie. Odbył służbę wojskową w Szkole Podchorążych w Zambrowie.
    Pracę dydaktyczną rozpoczął w szkolniectwie średnim w 1935 roku w Chojnicach i w Szkole Powszechnej w Kamieniu Pomorskim. W 1937 r. wziął ślub z Gertrudą z domu Pluto Prądzińską. W tym samym roku podjął studia na Wolnej Wszechnicy Polskiej w Warszawie. Następnym zajęciem nauczycielskim była praca w Botowie powiat Pińsk na Polesiu. Uzyskanie dobrej opinii wśród ludności rodzimej zezwoliło mu na ucieczkę w pierwszych dniach agresji sowieckiej do Generalnego Gubernatorstwa. Zamieszkał w Lipiu w powiecie grójeckim. Powrót na Kaszuby był niemożliwy z powodu znanego wobec inteligencji polskiej terroru hitlerowskiego.
    W Lipiu zorganizował konspira-cyjne gimnazjum, które prowadził do 1945 roku. Jednocześnie kontynuował studia własne w kontakcie z Wolną Wzechnicą Polską, gdzie specjalizował się w zakresie biologii, pedagogiki i historii oświaty. Brał udział w Tajnej Organizacji Nauczycielskiej, Związku Walki Zbrojnej i w Armii Krajowej. Brał bezpośredni udział w walce zbrojnej, także w Powstaniu Warszawskim.
    Po wojnie Klemens Zmuds Trzebiatowski organizował szkolnictwo pedagogiczne w Chojnicach, Bytowie i Słupsku. Pełnił funkcje inspektora, nauczyciela i dyrektora Liceów Pedagogicznych. W latach 1955-58 pełnił funkcję kuratora okręgu szkolnego w Koszalinie.
    Doktorat z filozofii uzyskał za pracę o oświacie polskiej na Pomorzu Zachodnim w początkach XX wieku (promotorem był prof..Łukasz Kurdybaha). Stopień doktora habilitowanego uzyskał za pracę "Szkolnictwo powszechne w Polsce w latach 1918-32".
    Rada Państwa przyznała mu tytuł profesora w 1977 roku.
    Pełnił funkcję Dyrektora Instytutu Pedagogiki, Prodziekana Wydziału Humanistycznego i Kierownika Zakładu Historii Oświaty, Wychowania i Nauki Uniwersytetu Gdańskiego. Współpracował z Uniwersytetem w Berlinie, Lund, Aberdeen, Bremen, Debreczynie, Bratysławie i innymi.
    Wypromował przeszło 200 magistrów i 8 doktorów. Wykształcił olbrzymią liczbę nauczycieli i nauczycielskiej kadry kierowniczej.Dokonał nieocenionej pracy w tworzeniu motywacji nauki dla młodzieży kaszubskiej.
    Miał troje dzieci: Teresę, Joannę i Zdzisława.
    W 1983 roku zorganizowano w Instytucie Pedagogiki uroczysty jubileusz z okazji 50-lecia pracy pedagogicznej i siedemdziesiątej rocznicy jego urodzin.
    Zmarł nagle w 1984 roku.

    Czy mam prawo pisać o czasach dzieciństwa i młodości mego ojca? Nie ma przecież relacji obiektywnych! Z iloma to ludźmi rozmawiałem? Iluż opowieści wysłuchałem?

 

    Bo czas to był przedziwny i tak mało mający wspólnego z chwilą obecną.! Na terenie parafii Borzyszkowy i sąsiednich żyła w tamtych czasach taka mnogość Trzebiatowskich - przede wszystkim Zmudów -, ale i gdzieniegdzie z rzadka Jutrzenków! Rodziny były tak liczne, że po prawdzie trudno by znaleźć mniej niż dziesięcioro potomstwa w jednej. Nawet tak genialnie pracowity genealog rodziny jak Herbert von Schmude gubił się w tych koligacjach!
    Analizować pochodzenie różnego rodzaju przydomków - "Felski", "Dworski", "poliwka", "Stryjek", "Szlachcic", Francuz", "Bucer", "Mały Karol", "Wielki Karol", "Szulta", "Kaczorowski" i dziesiątki innych - ciężko. Są takie, których etymologia jest prosta i do dzisiaj zrozumiała, ale są i takie których już nikt nie pamięta, nie mówiąc już o tym, by znać ich pochodzenie. Biorąc pod uwagę tak wielką rozrodczość należy się dziwić tylko, iż obecnie w Polsce nie żyją wyłącznie Trzebiatowscy. Jest to oczywisty żart, ale nie pozbawiony pewnej zadumy. Czas ten jest historycznie szczegółowo opisany przez zawodowych badaczy, ja chciałbym tylko dodać trochę nutek nostalgicznych. Kto dziś pamięta cel zarośniętych dróżek, usypanych kamiennych kurhanów, o dziwnym przeznaczeniu ręką ludzką wykonanych dołów? A każdy taki ślad - to historia istnień ludzkich, splot wydarzeń.
    Jeszcze ja pamiętam "jak żywy" dom "Mordorza", wtedy jeszcze własność wujka mego ojca, ulubionego kuzyna mojej babci "Starego Spiczaka". Dzisiaj rośnie tam parę zdziczałych jabłoni i leży kupka kamieni. Dla mego ojca był to bardzo zaprzyjaźniony dom z gromadą niemal równoletnich kuzynek. Ale był to też dom będący natchnieniem dla jego młodzieńczej prozy - opowiadania o kaszubskim zbójniku "Mordorzu", który to rabował podróżnych, a został pojmany przez przebiegłego urzędnika z Miastka przy pomocy zaprawionego środkiem nasennym alkoholu.
    Pamiętam "Rucowiznę", "Trapowiznę", "Francuzowiznę" i wiele innych wybudowań, po których tylko uparty i dociekliwy badacz znalazłby ślad. A przecież bez tej wiedzy sens wielu dróg i ścieżek też nie jest jasny.
    A cóż mógłbym powiedzieć o najbliższej rodzinie ojca? Szczęśliwi rodzice, liczne rodzeństwo. Niezliczone koligacje! Rodzina charakteryzowała się pracowitością i była dumna ze swojego pochodzenia. Specyficzny wygląd i oryginalny nos zezwala do dziś na umiejscowienie gniazda rodowego poszczególnych członków rodziny. Przyjazne światło w oknie położonego wśród lasów Dampelka zawsze było punktem orientacyjnym dla strudzonych podróżnych.
    W tym miejscu pozwolę sobie na małą dygresję. Jest szeroko rozpowszechniona teza, że na Kaszubach społeczeństwo miało poglądy zdecydowanie endeckie. Z tym trudno mi się zgodzić. Oczywiście, ludzie o tych poglądach byli najbardziej widoczni. Jacy byli młodzi, można chociażby sądzić na podstawie słynnego paradoksu Bismarcka. Młody człowiek zawsze miał poglądy lewicowe (niekoniecznie marksistowskie).
    Przecież nawet Dmowski był przeciwny kapitalizmowi. Takoż i Klemens Trzebiatowski brał udział w wiecach socjalistycznych w czasie swojej nauki w międzywojennej Kościerzynie. Jego dużo starszy szwagier (nota bene urzędnik państwowy) miał mu to mocno za złe.
    I na tym tle mało dojrzała wypowiedź pewnego młodego autora biografii ks. Leona Heykego,

wydaje się żałośnie płytka. Ojciec był wysokiego zdania o swoim prefekcie z Seminarium Nauczycielskiego, a to, że miał ustalony pogląd na temat niektórych księży katolickich jest oczywistą prawdą (a nie "karykaturalnym w wymowie zdaniem, opartym na ideologii marksistowsko-leninowskiej"). Tak wię Klemens Zmuda Trzebiatowski miał zawsze zdecydowanie socjalistyczne poglądy, tak jak zresztą większość członków Związku Nauczycielstwa Polskiego. Rozstał się z partią, gdy odmówił potępienia Armii Krajowej, do której należał. Tak dotknęliśmy czasów wojennych.
    Z licznego rodzeństwa: najstarszy i najmłodszy brat ojca zginęli z rąk niemieckich, najstarsza siostra zmarła w wyniku trudów wysiedlenia, mój ojciec uczestniczył w czynie zbrojnym Armii Krajowej, pozostałe siostry przetrwały stosunkowo spokojnie wojnę, niemniej ich mężowie i bracia służyli w wojsku niemieckim. Rodzice ojca ciężko przeżyli wkroczenie wojak niemieckich - alternatywa: wysiedlenie lub podpisanie tak zwanej trzeciej grupy. Równie ciężkie było "wyzwolenie" przez Rosjan (grożba rozstrzelania lub wywózki. Skomplikowane były czasy wojenne.
    A po wojnie: groźba wysiedlenia, potem kolektywizacji, przymusowe dostawy, a na koniec tak zwana akcja łączenia rodzin. Wszystko to spowodowało znaczne wyludnienie terenów. Czego nie uczyniły represje, dopełniły czasy obecnego spokoju. Pamiętam jeszcze w późnych latach pięćdziesiątych, zrzucane przez balony ordynarne ulotki hitlerowskie - nie dotarły swym przesłaniem do ludności kaszubskiej. Ostatnie jednak wywiady (Magazyn "Gazety Wyborczej") z tak zwanymi Niemcami bytowskimi zupełnie mnie rozbiły. Dorawowie, Wantoch Rekowscy, Pluto Prondzińska uważający się za Niemców - paranoja! Jak krótka jest pamięć ludzka! Praca Bauera, Styp Rekowskich, ich śmierć - okazała się bezsensowna? Podobno nie było szkół polskich na Bytowszczyźnie! I tak przechrzczenie się w imię mamony na narodowość niemiecką i braki edukacyjne robią spustoszenie w mentalności kaszubskiej. Praca mego ojca jest niszczona przez niedouczonych pseudo - Niemców. Są jednak i pozytywy: "rekaszubizacja" Trzebiatków, Tuchomia czy Niezabyszewa, "skaszubienie" Bytowa i Miastka. Wspaniałą sprawą jest 100 % uczestnictwo dzieci na lekcjach języka kaszubskiego w szkole w Kramarzynach.
    Non omnis moriar!

Najistotniejsze prace naukowe prof. Klemensa Zmuda Trzebiatowskiego:
1. Pomorze Zachodnie - nasza ziemia ojczysta. Poznań 1960 r. Praca zbiorowa pod red. Klemensa Trzebiatowskiego.
2. Oświata i szkolnictwo polskie na Pomorzu Zachodnim w pierwszej połowie XX wieku. Poznań 1961 r.
3. Organizacja i podstawy prawne szkolnictwa. Gdańsk 1964 r. Tom I-IV.
4. Poznajemy Pomorze Koszalińskie. Warszawa 1965 r.
5. Szkolnictwo powszechne w Polsce w latach 1918-1932. Wrocław 1970 r.
6. Organizacja szkolnixtwa w Polsce Ludowej. Warszawa 1972 r.
7. Poradnik organizacyjno-ekonomiczny kierownika szkoły. Warszawa 1972 r.


    Całość biografii - ok. 140 pozycji. Zeszyty Naukowe Wydziału Humanistycznego Uniwersytetu Gdańskiego. Pedagogika, Historia Wychowania t. 13 Gdańsk 1983 r.